ZAMKNIJ

Niniejsza strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za pomocą cookies wykorzystywane są głównie w celach statystycznych.
Pozostając na stronie godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.

Menu Główne
Polityka bezpieczeństwa
Działalność
Organizacje
Atrakcje turystyczne
Zabytki
Biblioteki
Instytucje i Urzędy
Muzeum Dwór w Dołędze
Data utworzenia:
2013-07-30


Szczurowa. Międzynarodowy Tabor Pamięci Romów

Muzyką, śpiewem i tańcem pożegnali się Romowie ze Szczurową. Przyjechali tutaj w czwartek, by oddać hołd pomordowanym przez hitlerowców, swoim pobratymcom. Od kilkunastu lat Romowie z całego świata uczestniczą w Taborze Pamięci.

W czwartek, niemal w samo południe, wyjechali spod budynku Muzeum Etnograficznego w Tarnowie, gdzie mieści się jedna z nielicznych na świecie ekspozycji romskich – dokumentująca dzieje tego narodu w Galicji i przedwojennej Polsce. Wieczorem dotarli do Szczurowej, niewielkiej wsi, położonej w widłach Raby i Wisły. Przez te cztery dni trwania Taboru odwiedzili kilka miejscowości, w których podczas wojny doszło do pogromu przedstawicieli tego narodu. Porajmos (odpowiednich żydowskiego holokaustu) spowodował zagładę połowy Romów na terenach okupowanych przez niemieckich faszystów. Na ziemiach polskich śmierć poniosło około 60, może nawet 70 procent przedstawicieli tego narodu. Prawdziwych danych nigdy nie poznamy bo – jak mówią historycy – wielu nie miało stałego miejsca zameldowania, dokumentów, nie mówiąc już o oficjalnym obywatelstwie. Po wojnie nikt nie prowadził statystyk. Polityka władz „peerelowskich” wobec Romów, nie sprzyjała dialogowi, poznaniu ich historii. Dlatego dane o porajmos są bardzo niedokładne. Tworzone w Polsce Ludowej enklawy dla tej grupy narodowej, zamiast zakopywać, powiększały przepaść pomiędzy Polakami i Romami. Przez 32 lata nie mogli oni wędrować w Taborach. Zmieniło się to dopiero w latach 90. W czwartek Romowie zaprzęgli konie do kolorowych wozów i wyjechali w trasę…


 


 


 


 


 


 

 


 


 


 





 


 


 


 

 
Dwieście lat
 
Tegoroczna trasa, XIV Międzynarodowego Taboru Pamięci prowadziła z Tarnowa, przez Wierzchosławice, Bielczę, Borzęcin do Szczurowej. Po drodze Romowie odwiedzili miejsca, gdzie pochowani są ich przodkowie. Muzyką, kieliszkiem wódki wybitym nad grobami ich pobratymców, śpiewem, kwiatami oddali hołd ofiarom wojennej zawieruchy. – Odwiedzanie grobów naszych przodków, oddawanie hołdu ofiarom wojny to nasza powinność, święty obowiązek. Nie wyobrażam sobie, byśmy zapomnieli o historii naszego narodu, o naszych dziejach, o najbardziej okrutnym okresie w naszej historii, o czasach faszystowskiej nienawiści rasowej – mówiła Sara Andrasz, przedstawicielka jednego z najsłynniejszych romskich rodów zamieszkujących w Polsce. Zdaniem Adama Bartosza, jednego z najlepszych znawców problematyki romskiej na świecie, Tabor Pamięci odgrywa ogromną rolę dla romskich rodzin. Jest nie tylko elementem budowania pamięci o zagładzie, ale także sprzyja integracji, zrozumieniu. – Chciałbym, aby Romowie liczniej brali udział w Taborze. Wielu z nich nie stać jednak na przyjazd do Tarnowa – mówi wieloletni uczestnik, Kazimierz Jaworski. W Bielczy Romowie oddali hołd pomordowanym mieszkańcom tej osady. To stąd pochodził przedwojenny Król Polskich Cyganów. Miejscem docelowym była Szczurowa. W tej wsi Romowie osiedli w latach dwudziestych XIX wieku. Na stałe, bo według Feliksa Kiryka, współautora monumentalnego dzieła historycznego o Szczurowej, pierwsze próby osiedlenia się tutaj datowane są na poczatek XIX wieku. Było to kilka rodów spokrewnionych ze sobą: Cioroniów; Cioruniów; Ciurejów i Białoniów. Zamieszkali na obrzeżach wsi. Bardzo szybko zżyli się z miejscowymi. Sporadycznie dochodziło nawet do małżeństwo polsko – romskich. Trudnili się kowalstwem, handlem, muzyką, zajmowali się także bednarstwem. W okresie międzywojennym populacja tutejszych Romów oscylował w granicach 100 – 120 osób. Pod koniec XIX wieku byłą liczniejsza, ale część z nich wyjechała do Anglii i Stanów Zjednoczonych.
 

3 lipca 1943 roku

Była trzecia nad ranem. Ciemno, piękna, gwiaździsta noc, miejscami słychać było tylko ujadanie głodnych psów. W stronę sady zamieszkałej przez Romów zmierzało kilka wozów konnych, żandarmerii SS i członków Granatowej Policji. Był 3 lipca 1943 roku osada romska została otoczona przez żandarmerię niemiecką. Załadowano ich na wozy i przewieziono ich na miejscowy cmentarz, gdzie 93 zostało rozstrzelanych i pochowanych w zbiorowej mogile. Kilkorgu udało się uciec. Pomogli im mieszkańcy Szczurowej, narażając się przy tym na śmieć. Pani Krystyna jest jedyną żyjącą osobą, z grupy Romów, którym udało się uciec ze Szczurowej. – Miałam sporo szczęścia. Razem z babcią i kilkoma innymi osobami, jechałyśmy ostatnim, trzecim transportem. Najpierw Niemcy zabrali mężczyzn, potem kobiety i starsze dzieci. W drodze na cmentarz zatrzymaliśmy się koło gospody. Było już widno. Niemcy weszli do środka, na polu został tylko jeden Granatowy Policjant (to była policja złożona z polskich faszystowskich kolaborantów), po kilku minutach wyszedł drugi Granatowy Policjant z gospody. Powiedział; kto da radę niech ucieka. Babcia zabrała mnie ze sobą i tak przez pola i lasy uciekłyśmy w stronę Wisły. Przez półtora roku tułałyśmy się po Małopolsce i Świętokrzyskim. Koniec wojny zastał mnie w Jędrzejowie. Tutaj pochowanych jest 42 przedstawicieli mojej rodziny. Odwiedzam ten cmentarz dwa razy w roku, dawniej częściej, ale już wiek nie ten. Mówią, że na cmentarzu pochowanych jest 93 Romów. Moim zdaniem więcej. Wielu nie miało dokumentów. Mieszkali „na dziko”. Nikt przecież nie robił ekshumacji ciał. Ale dzisiaj… To nie miałoby już chyba sensu. Niech śpią w spokoju – mówiła ze łzami w oczach pani Krystyna. Razem z innymi Romami oraz przedstawicielami samorządu, przedstawicielstw dyplomatycznych Niemiec i Stanów Zjednoczonych, oddała hołd Romom na cmentarzu w Szczurowej.
 

Przebaczmy, ale nie zapomnimy

 
W rozmowie z konsulem generalnym Niemiec w Krakowie Dr Wernerem Köhlerem pani Krystyna mówiła: przebaczamy, ale nie zapomnimy. Tutaj leży cała moja rodzina. 42 osoby. Mama, tato, dziadek, bracia i siostry, wujkowie, kuzynostwo. Tylko ja i babcia ocaleliśmy. Dobry Bóg sprawił, że babcia żyła jeszcze wiele lat, do 1967 roku – opowiadała kobieta. Konsul Dr Werner Köhler mówił, że ta tragedia nie miała się prawa nigdy wydarzyć. Tłumaczył, że ważne jest przebaczenie, ale nie mniej istotna pamięć. Pamięć traktowana jako przestroga dla kolejnych pokoleń. – To przedstawiciele mojego narodu, narodu niemieckiego wywołali wojnę, doprowadzili do zagłady milionów osób, w tym Romów, Polaków i Żydów – mówił Dr Werner Köhler. Natomiast Charity Boyette konsul USA w Krakowie podkreślała, że świat musi zapobiegać takim wydarzeniom. Tłumaczyła, że tragedia sprzed 70 lat, cała wojna, to lekcja historii. Charity Boyette razem z Romami modliła się nad zbiorową mogiłą szczurowskich Romów. Wicemarszałek województwa małopolskiego Roman Ciepiela tłumaczył, że samorząd województwa wspierał i będzie nadal pomagał społeczności romskiej w Polsce. – Jestem tutaj, by nie tylko oddać hołd ofiarom wojny, ale także pokazać,  że chcemy i będziemy współpracowali przy tworzeniu nowych projektów, nowych programów skierowanych do Was. Jestem przekonany, że Romowie będą w nich chętnie uczestniczyli –mówił marszałek Ciepiela. Dziękował organizatorom, Muzeum Okręgowemu w Tarnowie, romskim stowarzyszeniom, dyrektorowi Adamowi Bartoszowi. Szczególne podziękowania złożył wójtowi Szczurowej, Marianowi Zalewskiemu. – Marian, pozwólcie, że będę mówił wójtowi po imieniu, za opiekę nad tą mogiłą, za pamięć o Romach, za współorganizowanie od lat tego Taboru, należą Ci się szczególne słowa uznania – mówił marszałek Ciepiela. Wywołany do tablicy wójt Marian Zalewski podkreślał, że Romowie dobrze żyli z miejscowymi. Nie było zatargów, zdarzały się małżeństwa mieszane, przyjaźnie. Zdaniem gospodarza gminy Szczurowa tę symbiozę podkreślają liczne źródła historyczne. – Podczas okupacji wielu mieszkańców naszej wsi pomagał Romom, narażając własne życie. Są jeszcze tacy mieszkańcy naszej wsi, którzy pamiętają zagładę. Co roku, podczas Taboru Romskiego, albo z okazji Wszystkich Świętych, palą w tym miejscy znicze, składają wiązanki kwiatów – wspominał Marian Zalewski. Modlitwie na cmentarzu przewodniczył ksiądz Stanisław Opocki, duszpasterz polskich Romów.
 
 
Porajmos
 
Przez wiele lat porajmos – zagłada Romów, pozostawała w cieniu holokaustu. Niewiele się o niej mówiło. Dopiero po upadku komunizmu, historycy i romskie środowiska zaczęło „upominać się” o przypomnienie wydarzeń z czasów II Wojny Światowej. Ta grupa narodowa, podobnie jak Żydzi, została zaliczona do kategorii Podludzi. W praktyce zoanzcało to eksterminację. Jednym z pierwszych sposobów upamiętnienia mordu na przedstawicielach narodu romskiego, był Tarnowski Tabor Pamięci. – Po raz pierwszy zorganizowaliśmy go w 1996 roku. Do tej pory uczestniczyło w nim kilkaset osób z różnych krajów świata: nie tylko z Polski, ale również z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Szwecji, Holandii, Francji, Niemiec, krajów byłego bloku wschodniego, a nawet z Australii – opowiada Adam Bartosz, dodając, że w Szczurowej pamięć o Romach, była kultywowana. W latach sześćdziesiątych XX wieku, został wzniesiony obelisk (bodaj pierwszy w Polsce) upamiętniający porajmos. Zdaniem księdza Stanisława Opockiego, przez wiele lat duszpasterza środowisk romskich w Polsce, trzeba ich otoczyć opieką. – Oni byli pierwszymi ofiarami komunizmu, a potem liberalizmu po 1989 roku. Wielu jest bez pracy, bez perspektyw. Ale to dobrzy ludzie. Pod lat jestem poruszony ich pobożnością. Nie spotkałem Roma ateisty, wszyscy się deklarują jako katolicy. Kiedyś usłyszałem „Panie ksiądz, daj cukierka”. Dałem. Ale musimy im dać więcej: trzeba dzieciom i ich bliskim dać znacznie więcej niż cukierka, bo samego Chrystusa w sferze duchowej, a w sferze cywilnej – pomagać odnaleźć się w rzeczywistości, pamiętając o zwyczajach, tradycjach tej grupy narodowej – mówi ksiądz Opocki. Dlatego razem z nimi uczestniczy w Taborze Pamięci, modli się, za dusze ich pobratymców.

 
Krystyna Gil zeznaje…

Przynajmniej dwa razy do roku odwiedza cmentarz w Szczurowej. Niemal cała rodzina, 42 osoby leżą w zbiorowej mogile. Krystyna Gil, bo o niej mowa, jest ostatnią żyjącą osobą, która uratował się z pogromu Romów, do którego doszło na początku lipca 1943 roku.
 
– To był najgorszy dzień w moim życiu. Nawet dla niespełna sześcioletniego dziecka to była wielka trauma. Pamiętam każdy szczegół. Nie ma dnia, bym o tym nie myślała, modlę się za wszystkich pomordowanych, za moją rodzinę, najbliższych – mówiła naszej redakcji Krystyna Gil. Dramat rozegrał się 3 lipca 1943 roku. Niemcy, wspomagani przez Granatową Policję, otoczyli romską osadę. Była gwieździsta lipcowa noc. Tylko ujadające gdzieś w oddali psy i stukot kopyt końskich zakłócały nocną ciszę. Około trzeciej nad ranem, kilkudziesięciu żołnierzy otoczyło kilkanaście romskich domów. – Wtargnęli do naszego. Mój dziadek leżał na łóżku, powiedział, że nigdzie się nie wybiera, tu jest jego dom. Jeden z żandarmów wyciągnął broń i strzelił kilka razy do niego. Nas wyprowadzili na pole. Był ciemno. Ludzie mieli świadomość, że to koniec. Dwa tygodnie przed ta tragedia ostrzegano nas. Ale wcześniej tez mówili, że tak jak Żydów, mają nas pozabijać. Poza tym gdzie mieliśmy uciekać. Najpierw zabrali mężczyzn, po dwudziestu może trzydziestu minutach rozległy się strzały. Zabili ich na cmentarzu. Potem zabrali kobiety i starsze dzieci. Nas było kilkoro. Na wozie było jeszcze jedno wolne miejsce: brat, starszy o cztery lata, uparł się, że on pojedzie z mamusią. Ja zostałam z babcią. Ich także rozstrzelali. Nas zabrali za trzecim razem. Dojechali do gospody. Niemców zaprosiła właścicielka. Pozostał z nami jeden z Policjantów Granatowych. Po chwili wyszedł drugi i powiedział: kto może niech ucieka. Babcia zabrała mnie i pobiegła ze mną w kierunku pól i lasów. Tułaliśmy się wiele dni. Pomagali nam jacyś ludzie, ukrywałyśmy się przez półtora roku. Wyzwolenie zastało na w Jędrzejowie – wspomina pani Krystyna. Od wielu lat, kilka razy do roku, odwiedza cmentarz. Modli się tutaj. Teraz coraz rzadziej, bo stan zdrowia coraz gorszy. – To był wielki dramat narodu romskiego. Zostałam na świecie tylko z babcią. Nie zapomnę nigdy Niemcom tego co uczynili mnie i mojemu narodowi. Przebaczyłam oprawcom, bo nienawiść zabija, przebaczyłam bo tak każe nasz nauczyciel Jezus Chrystusa, ale ból, smutek i pamięć o tych tragicznych czasach pozostaną ze mną na zawsze, do śmierci – mówi pani Krystyna Gil.



 


 


 


 


 


 

>> Zapraszamy do galerii zdjęć <<

 


Źródło / tekst Mirosław Kowalski/
/foto: UG Szczurowa, GCKCziS Szczurowa/




<<< wstecz


Wrzesień 2019
Po Wt Śr Cz Pi So Ni
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            


Multimedia
Publikacje
Folklor Szczurowa
Nasza Gazeta
Stowarzyszenia i Kółka
Jak do nas dojechać
Jesteś monitoring pozycji gościem na naszej stronie.

Nasze projekty wspierają:
Copyright©2019